Wyobraźnia dziecka potrafi tworzyć rzeczy, które dorosłym do głowy by nie przyszły. Pstryknięcie palców wystarczy, aby przenieść się na inną planetę, albo stać się superbohaterem z telewizji czy komiksów.
Co stanie się jednak, gdy dziecko jest wyjątkowo strachliwe i schowało się w piwnicy, podczas ucieczki przed matką, słyszącą głosy z nieba, rozkazujące jej zabicie syna? Jeśli potraficie kontrolować swoją wyobraźnię, to macie okazję poczuć się jak ktoś kto nie potrafi. Jeśli jednak nie potraficie... To życzę powodzenia. :P
Fear Of The Dark
Tak więc zostaliśmy zmuszeni, przez matkę katoliczkę, do ucieczki wgłąb strasznej piwnicy, gdzie ciemność obejmuje nas swoimi szponami, a najstraszniejsze koszmary stają się jawą. W tym połączeniu rouglike'a z platformówką(?) 2D, stajemy jednak twardo na nogi i w naszych przeciwników strzelamy... Łzami. Jak wiadomo nie ma nic bardziej niewinnego, niż szczere łzy dziecka, toteż i różnej maści potworności muszą ustąpić, przed naszą śmiercionośną bronią.
Kim więc są nasi przeciwnicy? No właśnie... Naszym największym przeciwnikiem jest nasz umysł, który wszystko dookoła wyolbrzymia i sprawia, iż dżdżownice są trzykrotnie większe od nas a lalki są martwymi ciałami starającymi się nas zabić. Interpretacji jest pełno, lecz moim zdaniem całość toczy się w głowie naszego bohatera. Czemu nie wiemy co tak naprawdę się dzieje? Ponieważ fabuła nie rusza się o krok.
A Matter Of Live And Death
Twórcy stworzyli niesamowity klimat muzyką. Jest to najlepszy element tej produkcji. Trzymająca w napięciu, powodująca lekki efekt zaszczucia i tajemnicy. Można słuchać jej godzinami i mimo to dalej wywołuje silne emocje w słuchaczu. Dodatkowo przy włączaniu gry, zostaje nam wyświetlony filmik, właśnie o naszej matce i o naszej ucieczce do piwnicy. Klimat gotowy. Wystarczy pociągnąć historię. Nawet liniową. I tu twórcy polegli.
Fabuła nie rozwija się nawet minimalnie. Rozpoczynając grę dostajemy losowo wygenerowany poziom. Takich poziomów znajduje się kilka, a na końcu każdego musimy walczyć z bossem. Każda lokacja składa się z paru segmentów (ilość także generowana losowo), lecz zawsze jest jeden pokój, w którym możemy wydać pieniążki zbierane podczas gry, na np. serduszka, pomieszczenie ze skarbem oraz końcowe - z bossem. Aby otworzyć niektóre drzwi potrzebujemy klucza, który także pojawia się losowo. Dodatkowo mamy dostęp do specjalnych rzeczy, jak karty naprawiające życie, albo księga dzięki której w lokacji pojawiają się bomby. Jednak to wszystko sprowadza się do tego, że czego byśmy nie używali, to koniec i tak niczego nie wyjaśnia. Między poziomami są przerywniki, w których widzimy koszmary Isaaca. Lecz one także są losowe. Mamy trzynaście(!) endingów, podczas których bohater zagląda do skrzyni. I tam też odpowiedzi nie ma. Gra zwyczajnie stanęła na poziomie wejścia.
No Prayer For The Dying
To nie koniec minusów. Poza nieprowadzeniem historii, pomimo tak świetnego początku, w tytule znajdujemy pełno bugów. Zacznijmy od tego, że po wejściu do jakiejkolwiek lokacji - oczyszczonej, czy nie, gra miewa mikrozacięcia. Z początku to nie przeszkadzało, lecz po czasie zaczęło być mocno zauważalne, do tego stopnia, że zaczęło denerwować. Zwłaszcza, kiedy złapie się już ogładę i porusza sprawnie po poziomach.
Dodatkowo przy włączeniu trybu fullscreen, nie otrzymujemy go, lecz namiastkę w postaci powiększonego okienka i ładnym tłem dookoła. Warto wspomnieć tutaj też o tym, że mikroprzycięcia przestają być tu takie mikro.
Jakby jeszcze tego było mało - mimo iż gra jest sprzedawana przez Steam nie mamy dostępu do takich opcji jak chociażby wejście do menu Steam, klasycznie shift+tab. Grę trzeba zapauzować i następnie zminimalizować, abyśmy mogli korzystać z jakichkolwiek opcji Steam. Nie możemy robić także zrzutów ekranu przyciskiem F12. Jesteśmy więc ograniczeni do wciskania "Print Scrn" i zapisywania obrazów w paincie. Oczywiście spadek dynamiki gwarantowany.
The Final Frontier
Poza plusami, o których wspominałem wyżej (muzyka itd.) mamy możliwość wyboru postaci, które odblokowujemy wykonując odpowiednie zadania oraz ekran pokazujący się po śmierci. Jest to chyba najzabawniejszy moment gry, gdyż po ukatrupieniu nas przez niemilców zostaje nam pokazana kartka z zeszytu, na której jest napisane: "Drogi dzienniczku, zostałem zabity przez:............." i obok zdjęcie np muchy czy innej maszkary, która pozbawiła nas życia.
Niestety tu kończą się wszystkie plusy i jest ich zbyt mało, aby to dzieło nie zaczęło się szybko nużyć. Po paru godzinach spędzonych z Isaakiem stwierdziłem, że czas usunąć kolejną część z listy życzeń, która trafiła tam dzięki muzyce. Muzyka jest wspaniała, ale nie aż tak, żeby katować się przy tym tworze. Polecam posłuchać soundracku na YouTube albo kupić w internecie. Tymczasem przyszedł czas, abym wyszedł z tej piwnicy.
Plusy:
- klimat
- muzyka
Minusy:
- brak postępów fabularnych/fabuły
- nie można robić screenów przez Steama
- nie można wyjść do menu Steam
- muli
- nuży
- cena w stosunku do jakości produktu
Ocena końcowa:
3+/10




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie nam miło jeśli pozostawisz po sobie komentarz motywujący do dalszego pisania.