Jestem jedyny...
Jestem bronią...
Jestem nowym gatunkiem...
Jestem prototypem...
Jestem bez pamięci...
Jestem bez litości.
Jeśli Ty jeszcze nie jesteś, to nic straconego, gdyż dzięki pracy specjalistów ze studia ActiVision, możesz poczuć się jak prawdziwy outsider, poszukujący prawdy w sieci kłamstw rządu, rozrywając swoją mocą nici konspiracji oplatającej Manhattan.
Podejście pierwsze
W sumie w tych paru zdaniach widniejących wyżej, jesteśmy w stanie określić dokładnie całą fabułę. Nazywamy się Alex Mercer i czy tego chcieliśmy, czy nie, zostaliśmy wplątani w grę dużo większą, niż początkowo myśleliśmy. Wiemy, że posiadamy supermoce i umiemy ich używać, jednak skąd je posiadamy pozostaje tajemnicą do rozwikłania, tak jak wirus rozprzestrzeniający się po mieście, zamieniając ludzi w krwiożercze potwory.
Poza zabijaniem "tych złych" oraz innych zmutowanych maszkar mamy do wykonania przeróżne zadania takie jak: zabijanie niemilców na czas (zdobywamy medale) albo zabijanie większych niemilców. Na czas. Gdy już znudzi nam się zabijanie zawsze możemy wybrać zjadanie celów i ... Zabijanie ich ochroniarzy. Niestety twórcy chyba nie pomyśleli, że ciągłym zabijaniem, zabijają nam zabawę. Tym bardziej, że kampania także opiera się, żeby nie powtarzać "zabijaniu", powiem: łamaniu piątego przykazania - zabijaniu.
Próba generalna
Cóż... Nie da się tu użyć innych słów, gdyż gra w każdym momencie każe nam rozprawiać się ze wszystkimi żyjącymi obiektami dookoła. Z zamysłu kampania miała nam odkrywać kolejno puzzle historii, łączące się w jedną całość. W praktyce natomiast dostajemy bezsensowne cele. "Biegnij przez pół miasta. Widzisz tamtego faceta? Ok. Teraz rozwal wszystko" - koniec misji pierwszej. "Biegnij przez pół miasta. Widzisz tego faceta? Spoko. On ma tam być. A tymczasem rozwal wszystko dookoła" - koniec misji drugiej. "Biegnij przez pół miasta. A teraz dla odmiany rozwal wszystko" - misja trzecia... Co najśmieszniejsze, po każdej z takich misji, dziwnym trafem odkrywamy fabułę. No właśnie...
Jak widać na powyższym schemacie fabuła nie zdaje się być zbyt skomplikowana... Bo i nie jest... Widocznie twórcy sami mieli tę świadomość, gdyż dali nam możliwość pominięcia filmików, z których i tak niewiele zazwyczaj wynika. Jako, że zrozumienie tego i tak jest trudne, ActiVision zastosowało jedno z najbardziej przydatnych narzędzi jakie widziałem w grach - mapę genów, dzięki którym możemy w dowolnym momencie odtworzyć sobie dowolne obrazy. Jak taka mapa się buduje? W ważniejszych misjach i krótkich przerwach w brutalnym rozpruwaniu przeciwników, naszym zadaniem jest jeszcze brutalniejsze dokonanie egzekucji - wchłonięcie danej osoby. Dzięki temu łączymy nasze geny z genami ofiary i zdobywamy jej wspomnienia. Wykonanie wszystkich misji związanych z historią tej krainy nie daje jednak pełnej mapy genów. Od czasu do czasu pojawiają się w naszym zasięgu osoby, które mogą mieć coś wspólnego ze sprawą i to do niech musimy zajść na obiad po odpowiedź.
Podejście drugie
Powstaje pytanie: czym więc gra tak zasłynęła, skoro jest taka płytka fabularnie oraz ograniczona tylko do eksterminacji? Odpowiedź jest prosta: narzędziami. Studio ActiVision przyłożyło się konkretnie, do tej strony gry, gdyż możemy naszego bohatera wyposażyć w cały asortyment broni i to nie tylko tych palnych ale także związanych z mocą wirusa. Ale po kolei...
Dobrze znanych nam zabawek takich jak: karabiny, czołgi, helikoptery w grze jest pełno. Głównie dlatego, że walczymy z wojskiem. Plus jest tutaj, że możemy używać wszystkiego. Pochłaniając żołnierza możemy zabrać jego karabin i zacząć masakrę. Zresztą: nie trzeba go pochłaniać. Wystarczy za pomocą perswazji bezpośredniej przekonać go do upuszczenia oręża.
Jednak nie to stanowi centrum zabawy. Jako jedyny, nasz bohater potrafi kontrolować wirusa i dzięki temu zmieniać własne ciało już na poziomie genetycznym. I tu dział zajmujący się boostowaniem bohatera postanowił zrobić z niego konkretnego tanka, gdyż dał mu szpony, jak u Wolverina, potężne dłonie, niczym u Hulka, wyciąganą rękę (rozciągającą się) jak u Scorpiona (bohater Mortal Kombat nie wyciągał co prawda ręki, ale z ręki wychodził mu łańcuch podobny właśnie do ramienia Alex'a), wielkie jak młot Tora łapska i (jedyny oryginalny sprzęt) ostrze zamiast ręki. Warto tu zaznaczyć, że ze zdolności bojowych możemy używać tylko jednej w danym momencie.
Na tym jednak nie koniec. Za każdego ubitego przeciwnika dostajemy tak zwane EP - Evolution Point. Jako, że każdy wirus ewoluuje, tak my za zebrane punkciki możemy kupić sobie ulepszenie, które na przykład pozwoli nam zrobić dookoła pole kolców, lub dzięki naszej wyciągającej się ręce będziemy mogli wskakiwać na helikoptery.
Poza samą bronią bardzo dobrą rzeczą, jest możliwość zmiany w osobę, którą wchłonęliśmy jako ostatnią. Daje nam to czasem dodatkowe bonusy, takie jak możliwość infiltracji bazy wojskowej. Oczywiście za to przewidziane są dodatkowe punkty.
Dodatkowym atutem gry jest możliwość niszczenia prawie wszystkich obiektów dookoła - lamp, niektórych budynków, drzew - poza drzewami w parku... Dodaje to walce zdecydowanie większego polotu, a nam dawki adrenaliny.
Nie koniec jednak na tym. Poza możliwością modelowania swojego ciała na poziomie genetycznym dostaliśmy także superszybkość, umiejętność wbiegania (!) po pionowych ścianach oraz najprzyjemniejszy element gry - szybowanie. Skaczemy z wysokich budynków, rozpościeramy ręce i już lecimy ponad miastem, obserwując wszystko z góry. Jest to bardzo dobry i szybki sposób przemieszczania się, jednak twórcy każą nam go używać zdecydowanie zbyt często, gdyż czasem musimy iść z miejsca w którym się znajdujemy do święcącego punkciku, by znów wrócić na miejsce z którego przyszliśmy. A drogą którą byliśmy zmuszeni pokonać, było całe miasto...
Próba generalna numer dwa?
Tych plusów nie starczy jednak, by wynagrodzić idiotyczne AI przeciwników. Wrogowie często sami pchają się pod rakiety, czy pociski. Jednak nie to jest tu najgorsze. Gdy ścierają się ze sobą dwie grupy niemilców - żołnierze i zarażeni, często bywa, że wojsko walczy z jednostkami silniejszymi i nagle, gdy się pojawiamy i włączamy moc, obydwie strony przerywają walkę, by zaatakować nas.
Jest to do tego stopnia uciążliwe, że w paru misjach twórcy musieli dodać dodatkowy skrypt, który zmniejsza nam wskaźnik śledzenia na stałe do zera, gdyż w innym wypadku znów stalibyśmy się celem eksterminacji.
Niestety artyści z ActiVision postanowili poziom AI zastąpić tragicznymi misjami, w efekcie zasypując nas albo falami przeciwników, albo idiotycznymi zadaniami. Przykładowo w jednej z misji mieliśmy rozwalać helikoptery. Tura nr I: biegamy po dachach unikając ostrzałów innych helikopterów i starając się strącić tych kilka wybranych, które już są milimetry od ucieczki. Gdy nam się to udaje poziom trudności zostaje zwiększony poprzez: powtórzenie tego samego. Jakby tego było mało, dostajemy to samo po raz trzeci.
Na ostatniego bossa w grze nie ma sposobu. Trzeba go atakować i jedyną taktyką na wygranie jest "wciśnij xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx...". Jakby tego było mało, zamiast czegoś konkretnego dostajemy ograniczenie czasowe - "masz minutę, więc wciskaj x częściej".
Takie rozwiązania sprawiają, że raczej jesteśmy poirytowani z rozgrywki, niż usatysfakcjonowani z ukończenia zadania.
Prototyp
Jak mówi Wikipedia:
Plusy:
Próba generalna numer dwa?
Tych plusów nie starczy jednak, by wynagrodzić idiotyczne AI przeciwników. Wrogowie często sami pchają się pod rakiety, czy pociski. Jednak nie to jest tu najgorsze. Gdy ścierają się ze sobą dwie grupy niemilców - żołnierze i zarażeni, często bywa, że wojsko walczy z jednostkami silniejszymi i nagle, gdy się pojawiamy i włączamy moc, obydwie strony przerywają walkę, by zaatakować nas.
Jest to do tego stopnia uciążliwe, że w paru misjach twórcy musieli dodać dodatkowy skrypt, który zmniejsza nam wskaźnik śledzenia na stałe do zera, gdyż w innym wypadku znów stalibyśmy się celem eksterminacji.
Niestety artyści z ActiVision postanowili poziom AI zastąpić tragicznymi misjami, w efekcie zasypując nas albo falami przeciwników, albo idiotycznymi zadaniami. Przykładowo w jednej z misji mieliśmy rozwalać helikoptery. Tura nr I: biegamy po dachach unikając ostrzałów innych helikopterów i starając się strącić tych kilka wybranych, które już są milimetry od ucieczki. Gdy nam się to udaje poziom trudności zostaje zwiększony poprzez: powtórzenie tego samego. Jakby tego było mało, dostajemy to samo po raz trzeci.
UWAGA!! Spojler
Na ostatniego bossa w grze nie ma sposobu. Trzeba go atakować i jedyną taktyką na wygranie jest "wciśnij xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx...". Jakby tego było mało, zamiast czegoś konkretnego dostajemy ograniczenie czasowe - "masz minutę, więc wciskaj x częściej".
Koniec
Takie rozwiązania sprawiają, że raczej jesteśmy poirytowani z rozgrywki, niż usatysfakcjonowani z ukończenia zadania.
Prototyp
Jak mówi Wikipedia:
Prototyp – urządzenie, obwód lub program zaprojektowany i zbudowany w celu zademonstrowania zdolności (...) urządzenia docelowego.Dobrze, że twórcy sami zdają sobie z tego sprawę, gdyż grając miałem wrażenie, jakbym uczestniczył w czymś niekompletnym. Raptem zalążku dobrej zabawy. Początkowo fajnie było używać tych wszystkich zdolności. Po niedługim czasie jednak zrobiło się to nużące i irytujące, a do ukończenia gry zmuszałem się ze wszystkich sił. Patrząc się na to co przechodziłem tu i widząc tytuł kolejnej części, zdecydowanie po nią nie sięgnę. Będę czekał więc aż wyjdzie wersja finalna i może wtedy będę mógł powiedzieć o tym dziele ActiVision, że jest dobrym.
Plusy:
- możliwość niszczenia lamp, drzew itp.
- szybowanie
- sieć wspomnień
- rozwijanie mocy
- pojazdy, broń
- dynamika
- bieganie po ścianach
Minusy:
- fabuła
- niezniszczalne drzewa w parku
- nuda - rutyna - powtarzanie tego samego
- misje/zadania
- samonaprawiające się budynki
- wrogowie atakujący się wzajemnie tylko do naszego przybycia
- niskie AI
- masa bugów, która wydłużyłaby tekst o połowę
Ogólna ocena:
5-/10







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie nam miło jeśli pozostawisz po sobie komentarz motywujący do dalszego pisania.